Cześć wszytskim!
Mamy piękny wiosenny poranek, a Sky Paparazzi wagaruje z powodu bólu brzucha.
Zapraszam Was serdecznie na serwis
AstroVisoN.pl, gdzie ostatnio wpadło kilka nowych tekstów przetłumaczonych przeze mnie na nasz piękny, ojczysty język. Warto zwrócić uwagę na planety hiperprędkościowe, bo to temat rzeczywiście rodem z filmów science-fiction (i mnie bardzo zaintrygował). Dodatkowo wizja artystyczna takiej planety najlepsza, moim zdaniem, ze wszytskich wizji artystów.
Do rzeczy. To jest taki specjalny post. Nie będzie tym razem o żadnym obiekcie, o żadnej konstelacji ani też o zjawisku. Będzie o tym jak bardzo kocham tą robotę i ile radości i satysfakcji z niej czerpię. Bloga założyłam jakiś rok temu i pierwszym moim postem był tekst o Dniu dla Ziemi, czyli masowe gaszenie świateł. Nie można go jednak przeczytać, bo wraz z kilkoma innymi postami poszedł do kosza z przyczyn zależnych od moich kaprysów i ciągłych modernizacji jakie tutaj wprowadzałam. Teraz blog wygląda tak jak widzicie, niezmiennie już od dłuższego czasu.
Pomimo zmian w jego wyglądzie jego idea jest niezmienna i bardzo bym chciała, żeby nadal taka była. Fly off into NASA powstał, by podzielić się z ludźmi tak świetna pasją, jaką jest astronomia. Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że w moim wydaniu nie jest to profesjonalne, bo jak się nie trudno domyśleć jestem amatorką, dodam jeszcze, że 15letnią. Jednakże myślę, że próbować warto. W szczególności gdy te próby okazują się być bardzo przyjemne i całkiem sukcesywne.
Do astronomii, myślę, podchodzę nieco inaczej. Jak wiemy jest to nauka ścisła opierająca się na zasadach fizyki. A ja czuję, że rośnie ze mnie humanistka. Może nie w 100%, bo jak się uprę to mogę z siebie coś wydusić, ale jednak z zupełnie nieliczbowym światopoglądem. Dlatego też, postanowiłam pokazywać astronomię w nieco innym wydaniu. Sprowadzam naukę na Ziemię a razem z nią przepiękne obiekty głębokiego nieba i porównuję je do tego, co tak doskonale znamy z życia codziennego. Jak się okazuje w takim wydaniu niektórym łatwiej to przełknąć. I mnie to cieszy, bo przecież nie pisze na siłę. Wręcz przeciwnie z sercem dla każdego obiektu.
Postrzeganie Wszechświata jako ogromnej księgi z przepięknymi baśniami zapisanymi na jej bezkresnych kartach jest przecież fajne. Szczególnie wtedy, kiedy uzmysłowimy sobie, że i dla nas został w niej poświęcony rozdział. Tak, właśnie dla nas. Zaraz obok jakiejś gwiazdy, czy wspaniałej mgławicy.
Zdążyłam już napisać o kosmicznej mrówie, anielskim departamencie, kosmicznej rodzince i ostatnio o wojownikach światła. Podawałam już przepis na gwiazdę i obsmarowałam nie jedną konstelację:) I mam ogromna nadzieję, że Wam się to podoba.
Każdy kolejny czytelnik to kolejna cegiełka do mojej motywacji. Pisanie kocham, a o Wszechświecie wprost uwielbiam. Dlatego niezmiernie cieszy mnie, że moje teksty trafiają do coraz to szerszej publiczności i że Sky Paparazzi pojawia się od pewnego czasu w przeróżnych zakątkach sieci. No i na koniec jeszcze jedno: Warto się wybijać. Jeśli lubi się to co się robi, jeśli daje nam to satysfakcje, a każdy kolejny sukces przynosi więcej radości niż ogromny tort czekoladowy to ja jestem zdecydowanie na TAK :)
Pozdrawiam! Dzięki za uwagę. Dominika - Sky Paparazzi